niedziela, 2 czerwca 2013

JAN TRZEPACZ: ODNALEŹĆ SWÓJ ŚWIAT. Książka z nurtu gejowskiego, której się nie da czytać...


No wpadła w mi w czytnik ta lektura - nie za darmo wpadła, bo za nią zapłaciłem. Ostatnio mam takie pozytywne zboczenie, że nawet wtedy, gdy można ebooka spiracić z sieci, to ja go uczciwie kupuję. Dzięki temu mam subiektywne wrażenie, że przyczyniam się do rozwoju rynku elektronicznych książek. Bardzo bym chciał, żeby wszystko, co mnie interesuje było dostępne na czytnik. Więc kupuję, żeby dać autorom sygnał, że warto zgadzać się na wydawanie książek także w tej formie.
Autor, kryjący się za tym freudowskim tytułem, musiał być bardzo młody pisząc tę książkę. Wiadomo, że są książki, które łyka się prędzikiem; takie które można czytać na leżąco i siedzącą, a także takie, które powinno się czytać wyłącznie na stojąco - to te czytane przed sesją, z których student rozumie same spójniki. Tej książki nie da się czytać wcale.
Rozochocony coraz większą ilością książek z nurtu gejowskiego (załóżmy, że taki istnieje) nawet nie zwróciłem uwagi na infantylny tytuł - klik do koszyka i czytam...
Ok, nie chodzi mi w najmniejszym stopniu o poruszone przez Trzepacza problemy homoseksualnej młodzieży licealnej - rozumiem ich ból istnienia, dylematy, problemy, tragedie, samobójcze myśli - sam to wszystko przeżywałem na swój sposób - o czym można i jeszcze będzie można poczytać na tym blogu - chodzi mi wyłącznie o niestrawny styl rodem z wypracowań licealisty.
W każdym razie zupełnie wymiękłem. Może winne było słońce, a może roztargnienie spowodowane  niezwykłą ilością otaczających mnie męskich nagich ciał na naturystycznej plaży - nie wiem.
Mam na dzieję, że w przyszłości, na starość nie będę skazany wyłącznie na literaturę pisaną w tak niestrawny sposób przez ludzi, którzy całe liceum - zamiast czytać i wyrabiać sobie styl pisząc do szuflady, trenowali się w tym jak wstrzelić się w klucz nowej matury...

KURIA KARCI ZA HOMOSEKSUALIZM, PRZYMYKA OKO NA MOLESTOWANIE NIELETNICH


Zbigniew Z. (wypada tak pisać, chociaż średnio rozgarnięta osoba w ciągu 5 minut bez problemu ustali nazwisko, a nawet skąd pochodzi i znajdzie fotografie) był księdzem katolickim i proboszczem jednej z parafii w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.
Głośno się o nim zrobiło gdy Marcin K. odważył się opowiedzieć o tym jak był przez niego wykorzystywany seksualnie gdy miał 12 lat. Po pierwszym razie księdzu się na tyle spodobało, że przyjeżdżał po chłopca pod szkołę. Marcin więc zaczął unikać chodzenia do szkoły, by nie spotykać duchownego. Gdy nieobecności zwróciły uwagę nauczycieli opowiedział o wszystkim i pedagogowi szkolnemu i matce. Nikt nic z tym nie zrobił, nikt chłopcu nie wierzył.

Po latach Marcin składa swoje życie na nowo pod kontrola psychoterapeuty. Gdy zjawił się po latach na plebani ks. Zbigniew zaśmiał mu się w twarz.

Biskup diecezji suspendował Zbigniewa Z. (pozbawił prawa wykonywania jakichkolwiek czynności kapłańskich). Powodem jednak nie było molestowanie. Powodem kary kościelnej było utrzymywanie kontaktów homoseksualnych i odmowa "leczenia"...

Do dzisiaj na stronie rodzinnej parafii ks. Zbigniewa Z. można znaleźć jego nazwisko w zakładce: "Z naszej Parafii pochodzą:"...