No wpadła w mi w czytnik ta lektura - nie za darmo wpadła, bo za nią zapłaciłem. Ostatnio mam takie pozytywne zboczenie, że nawet wtedy, gdy można ebooka spiracić z sieci, to ja go uczciwie kupuję. Dzięki temu mam subiektywne wrażenie, że przyczyniam się do rozwoju rynku elektronicznych książek. Bardzo bym chciał, żeby wszystko, co mnie interesuje było dostępne na czytnik. Więc kupuję, żeby dać autorom sygnał, że warto zgadzać się na wydawanie książek także w tej formie.
Autor, kryjący się za tym freudowskim tytułem, musiał być bardzo młody pisząc tę książkę. Wiadomo, że są książki, które łyka się prędzikiem; takie które można czytać na leżąco i siedzącą, a także takie, które powinno się czytać wyłącznie na stojąco - to te czytane przed sesją, z których student rozumie same spójniki. Tej książki nie da się czytać wcale.
Rozochocony coraz większą ilością książek z nurtu gejowskiego (załóżmy, że taki istnieje) nawet nie zwróciłem uwagi na infantylny tytuł - klik do koszyka i czytam...
Ok, nie chodzi mi w najmniejszym stopniu o poruszone przez Trzepacza problemy homoseksualnej młodzieży licealnej - rozumiem ich ból istnienia, dylematy, problemy, tragedie, samobójcze myśli - sam to wszystko przeżywałem na swój sposób - o czym można i jeszcze będzie można poczytać na tym blogu - chodzi mi wyłącznie o niestrawny styl rodem z wypracowań licealisty.
W każdym razie zupełnie wymiękłem. Może winne było słońce, a może roztargnienie spowodowane niezwykłą ilością otaczających mnie męskich nagich ciał na naturystycznej plaży - nie wiem.
Mam na dzieję, że w przyszłości, na starość nie będę skazany wyłącznie na literaturę pisaną w tak niestrawny sposób przez ludzi, którzy całe liceum - zamiast czytać i wyrabiać sobie styl pisząc do szuflady, trenowali się w tym jak wstrzelić się w klucz nowej matury...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz