sobota, 18 maja 2013

Aborcja



Mama wyszła na zakupy. Ostatnio jest jakaś dziwna. Często gdzieś wychodzi do lekarza, pęcznieje jej brzuch – to podobno jakaś cysta… Nie mam pojęcia co to jest, ale brzmi źle. Kojarzy się z cysterną, a mama faktycznie robi się trochę jak cysterna.
Tata jest w Niemczech i pracuje w jakiejś elektrowni atomowej. Przyjeżdża co kilka miesięcy i przywozi różne wspaniałości.
Wchodzę do kuchni, a tam na stole leży list do taty. Nie ma szans, żebym się powstrzymał i nie przeczytał. Od dawna jestem wścibski. W tym domu nikt z dziećmi nie rozmawia – wiadomo, ryby i dzieci nie mają głosu… Więc dzieci muszą same wszystko wyszperać, podsłuchać i z tych strzępów sklecić swoją wizję świata.
Do rodziców często przychodzą goście – to koleżanki taty z zakładu pracy. Na stół wjeżdżają wtedy przekąski, sałatki, śledziki, a alkohol leje się strumieniami. Wszystkie koleżanki taty są „przyszywanymi ciociami”. Z każdym łykiem alkoholu stają się bardziej wyluzowane i rozbawione, nie szczędzą ani słów, ani przekleństw, ani dosłowności. 
Ja wtedy zwykle czaję się w ciemnym przedpokoju na podłodze i podsłuchuję o czym rozmawiają. Oj, nasłuchałem się już wiele. Raz słyszałem, jak mocno pijana ciocia uświadamia mamę, że sperma ma bezpośredni wpływ na poczęcie się dziecka - pamiętam, że byłem zdumiony, bo dotarło do mnie, że moja własna matka mając dwoje dzieci właśnie dowiaduje się czegoś, co ja wiem już od dawna, a konkretnie od czasu, gdy przeczytałem książkę "O chłopcach dla chłopców". W tajemnicy przed światem także przeczytałem "O dziewczętach dla dziewcząt" - wstydziłem się ja jednak pożyczyć z biblioteki, więc ukradłem. Z wypiekami czytałem także "Ars amandi" Lwa Starowicz - nie mogłem pojąć jak można mieć na imię Lew, ale bez problemu pojąłem takie terminy jak fellatio czy lubricatio. Innym razem podsłuchałem jak ciocie radziły rodzicom, co robić z moją rodzącą się (przyznaję, że niezwykle wcześnie rodząca się) seksualnością. Oj, nasłuchałem się w tym przedpokoju.
Każda impreza kończy się między rodzicami cichymi dniami. Mama dostaje jakiejś obsesji zazdrości i podejrzewa, że tata ją z nimi wszystkimi zdradza w pracy. Tata w rewanżu na drugi dzień zwykle wraca do domu z pracy z dużym opóźnieniem i lekko wstawiony. Właściwie lubię, gdy wraca w tym stanie, bo rozdaje wtedy tzw. „zaskórniaki”. Wypłatę zawsze oddaje mamie całą, ale wszelkie fuchy zwiększają stan „zaskórniaków”. Najgorzej jest jednak wcześniej, zanim wróci. Mama kursuje wtedy od okna do okna i wypala paczkę papierosów. Jest ekstremalnie zdenerwowana, a my mamy okazję posłuchać, że na pewno jest u którejś z tych ździr i ona z pewnością właśnie myje mu plecy. One są bowiem wszystkie rozwódkami i tylko czyhają na jego chwile słabości…
Szczerze powiedziawszy nigdy nie uwierzyłem, że tata kiedykolwiek faktycznie mamę zdradził, z którakolwiek z nich.
Biorę do ręki list:
„To była ciąża – 3 miesiąc…”.
Czyli nie cysta – cokolwiek to znaczy.
Cięcie.

* * *
Matka jest maksymalnie wkurwiona. Ja wciśnięty w przedpokoju w kąt między drzwiami wejściowymi a ścianą zasłaniam się rękami, a ona mnie okłada w amoku wściekłości. Dzisiaj już nie pamiętam nawet jakich słów i sformułowań zwykle używała – ich przesłanie jednak było zawsze takie samo: za jakie grzechy Bóg pokarał mnie takimi dziećmi.
Nie mogę jednak zapomnieć jednego zdania, które pada pomiędzy jednym a drugim uderzeniem w twarz:
- Mogłam cię wyskrobać!!!
Cięcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz