sobota, 18 maja 2013

Flesze na pryczy



– Jak się Pan czuje? Przy mojej szpitalnej pryczy stało kilka osób w białych kitlach i przyglądało się badawczo.
- Gdzie jestem i co się stało?
- Jest Pan w szpitalu. Nie pamięta Pan co się wydarzyło?
Faktycznie nie bardzo pamiętałem co się wydarzyło przez ostatnie dni, a może nawet tygodnie. W pamięci miałem tylko obrazy, które wskakiwały jak flesze przed moimi oczami. Stara meblościanka w naszym mieszkaniu, rozbebeszone łóżko, w którym spałem. Pamiętam, że co chwilę się przebudzałem, brałem do ręki strzykawkę, nakładałem igłę, odłupywałem kolejną ampułkę i robiłem sobie zastrzyk i dalej szedłem spać. Ja ostatnio ciągle spałem. Poczucie winy było nieznośne, świat był nieznośny i ja też byłem nieznośny. Jedyne co mogłem zrobić, to spać. Już kilka lat temu zacząłem podbierać mamie leki na depresję bo powodowały senność. Sen przynosił ulgę. Rozwiązywał wszystkie problemy – odchodziły, przestawały się liczyć. Najpierw były leki przeciwdepresyjne, potem mocne uspokajacze, potem silne przeciwbólowe w zastrzykach. Trzeba było brać ich coraz więcej by zasnąć. Cały czas byłem przekonany, że mam nad wszystkim kontrolę. Żeby było śmieszniej wszystko w absolutnie sterylnych warunkach. Nigdy żadnych narkotyków, ani szemranego towarzystwa. Wszystko prosto z apteki na kombinowane recepty. Każdy zastrzyk sterylną strzykawką i igłą. Nawet nie wiem kiedy straciłem nad sobą kontrolę. Wygląda na to, że ostatnie kilka tygodni spędziłem w półśnie. W nim było łatwiej podjąć ostateczną decyzję. Przepis na koktajl, który miał rozwiązać wszystkie problemy rozchodząc się po moim organizmie wraz z falą krwi był starannie przygotowany. Mieszanka wybuchowa, która nie mieściła się w jednej strzykawce.
Następny flesz: jestem w łazience, a na pralce rozłożone są wszystkie sprzęty i ampułki. Kolejny flesz – nie mogę się wkłuć. Cięcie. Kolejny: leżę w slipkach w łóżku. Cięcie. Przy łóżku siedzi łysy facet – jest naprawdę fajny, to mój lekarz rodzinny. Cięcie. Widzę jarzeniowe światła na suficie i gdzieś jadę. Cięcie. Jakiś gość do mnie coś krzyczy:
- Czy jest pan zakażony wirusem HIV?
- Nie wiem, zróbcie test…
Lecę w przepaść, jest ciemno.
Cięcie.
* * *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz